Jeśli wybrana stacja nie odtwarza muzyki należy zaktualizować program Windows Media Player. Aby to zrobić kliknij tutaj
Jeśli wybrana stacja nie odtwarza muzyki należy zaktualizować program Windows Media Player. Aby to zrobić kliknij tutaj
Jeśli wybrana stacja nie odtwarza muzyki należy zaktualizować program Windows Media Player. Aby to zrobić kliknij tutaj
Jeśli wybrana stacja nie odtwarza muzyki należy zaktualizować program Windows Media Player. Aby to zrobić kliknij tutaj
Jeśli wybrana stacja nie odtwarza muzyki należy zaktualizować program Windows Media Player. Aby to zrobić kliknij tutaj

Siła portretu - rozmowa z Mariuszem Kałdowskim


Powiększ tekst Pomniejsz tekst

„Portret to taki kondensat ogromu osobowości na małym kawałku płótna. Komunikujemy się przecież głównie poprzez twarz, szczególnie oczy. I te elementy stały się dla mnie najważniejszym przekaźnikiem, mówiąc górnolotnie, prawdy o ludzkiej egzystencji” – mówi znany polski malarz, Mariusz Kałdowski.

Mariusz Kałdowski, „Francis Bacon”, 100 x 150 cm
Mariusz Kałdowski, „Francis Bacon”, 100 x 150 cm

Pana dziadek był muzykiem, ojciec muzykiem i historykiem. W Chełmnie, w cieniu gotyckich kościołów, przy dźwiękach muzyki organowej, w zabytkowych salach renesansowego ratusza dorastał chłopak, który w liceum założył kabaret, samodzielnie wytapiał ołowiane kule do wykonywanych przez siebie kopii starej broni, w stanie wojennym ostentacyjnie chodził w wojskowym szynelu i właściwie powinien zostać... muzykiem.

I jeszcze trzeba dodać, że na okrągło słuchałem muzyki klasycznej. Do teraz mam wielkie poczucie niespełnienia, że nie gram na żadnym instrumencie. Ojciec w dzieciństwie uczył mnie grać na pianinie, bardzo się starał, ale poza tym, że do dziś umiem czytać nuty, zagram w wigilię kolędy, to niczego nie udało mi się osiągnąć w tej dziedzinie. Muzyka jednak inspirowała wiele z moich obrazów i tworzę ją na swój sposób na płótnie.

A otoczka inności w szkole wyrosła z młodzieńczej fantazji i chęci zaznaczenia, że myśli się niekoniecznie tak samo, jak cała reszta. Ponadto, w tamtych szarych czasach nie trudno było się wyróżnić.

Czy pamięta Pan kiedy podświadome dążenie do sztuki przeobraziło się w świadomą decyzję, aby wziąć do ręki pędzel i stanąć przed zagadkową szarością płótna?

To nie była kwestia jednego momentu. Od maleńkości, opowiadając różne historie, podpierałem się rysunkami. Potem przyszła fascynacja historią i wojskowością, a to też wymagało rysowania – detali zbroi, koni i wszystkiego, czego wtedy nie można było znaleźć w książkach. W szkole średniej malowałem karykatury, chodziłem na kółko plastyczne. To czas spotkań z ciekawymi ludźmi i narodzin niezwykłych przyjaźni. Jednocześnie rozwijała się moja wrażliwość. Pojawiła się fascynacja literaturą, klasyczną filozofią i sztuką. To wszystko sprawiło, że rysowanie przestało być tylko zabawą. Stawało się powoli sposobem na życie.

Przeglądałam ostatnio Pana pierwsze prace: oleje, rysunki, grafiki. Zaskoczyła mnie ich ciemna, pesymistyczna kolorystyka. Nawet z Pana autoportretu patrzą smutne oczy, a pełne grozy i mroku grafiki wręcz ocierają się o turpizm. Skąd w młodym człowieku tyle bólu i smutku?

Wiele się na to złożyło. Na pewno czasy, w których dorastałem, klimaty mojego rodzinnego miasta. Ale przede wszystkim chyba literatura i sztuka, która mnie wtedy fascynowała. Z przyjaciółmi czytaliśmy Kafkę, Bruno Schulza, Witkacego. To mieszało się z podziwem dla Wyspiańskiego i Muncha, a historia życia Dagny Przybyszewskiej wydawała się taka niezwykła. To takie boleści młodej egzystencji. Także nocne dyskusje podczas spacerów na stary cmentarz. Narysowałem nawet naturalnej wielkości swój autoportret w trumnie.

Myślę, że wielu robiło podobnie i to nie odbiegało od normy. Gdy teraz widzę mojego syna, który jeszcze rok temu interesował się ruchem młodzieżowym zwanym Gothic, to odnajduję w nim siebie sprzed lat. Najistotniejsze jest jednak to, że wychowywaliśmy się w smutnych czasach. Sztuka polska, którą się otaczaliśmy: Matejko, Grottger, Malczewski, Linke przepełniona jest martyrologią i smutną narodową historią. Akurat w tej kwestii do dziś niewiele się zmieniło – polska sztuka jest ciągle martyrologiczna w sensie narodowym, ale i czysto ludzkim, nie potrafi się pięknie cieszyć. Najlepiej ilustruje to popularność twórczości Beksińskiego.

1 2 3 4 5 6 7 >
Drukuj Poleć znajomemu

5.00



Wokół sztuki

Obrazek

Chopin w plakacie – rozmowa z Piotrem Dąbrowskim

Obrazek

Romantyzm 1780-1860. Narodziny nowej wrażliwości

Obrazek

Tajemnice muzealnych magazynów

Obrazek

Galeria Szajny w Rzeszowie

Obrazek

Muzeum Prado: Więcej sztuki na 190-lecie

Obrazek

Siła portretu - rozmowa z Mariuszem Kałdowskim

Obrazek

Dominikanin od królewskich rysunków

Obrazek

Brytyjscy twórcy komiksowi trafiają na polski rynek

Obrazek

„Chcę być twórcą, a nie odtwórcą" - rozmowa z Marvano

Obrazek

Satyra z importu